czwartek, 31 grudnia 2009

BAJKA




Po dzisiejszym treningu byłam zadowolona. Kiedy lonżowałam Bajkęprzed jazdą, była nawet spokojna. Jak chciałam, żeby przeszła do galopu, szła nerwowo wyciągniętym kłusem i wyłamywała na zewnątrz. W końcu zagalopowała: nie było baranków, szła w miarę, nawet nie goniła, tylko okropnie darła lonżę. Po kilku kółkach pociągnęła mnie tak mocno, że musiałam podejść kilka kroków w jej stronę, żeby dobrze zaprzeć się nogami w błocie. Utrzymałam ją i od razu kazałam iść dalej. Później nie było już większych problemów, tak samo na
drugą nogę. Tylko ciągnęła niezmiennie, ale dawało się ją utrzymać.W końcu wsiadłam. O dziwo w kłusie była rozluźniona i łatwiej niż zwykle było ją zwolnić. Postanowiłam galopować na małym kółku, bo do o koła padoku strasznie się rozgania i bryka. I była to dobra decyzja, bo mimo gonienia, po pierwszym rozładowaniu energii, dało się ją nieco zwolnić. Raz mi tylko bryknęła, ale na prawdę była grzeczna. Nie była to jazda spokojna, rozluźniona. Cały czas musiałam ją mocno pilnować, żeby nie poniosła mnie i nie strzeliła serii
baranów. Ale i tak robimy postępy. W galopie nadal jest rozlazła, ale mniej się wiesza na wędzidle. właściwie w kłusie była idealna pod tym względem. I po lonży jest bardziej czuła na głos. Nie wiem, czy to dobrze, że ją lonżuję. Wolałabym, żeby biegała luzem w okólniku, ale niestety kopiące się konie go połamały. Utrwalam w niej wyłamywanie na zewnątrz na zakrętach, ale też uspokajam, uczę lepszego reagowania na głos i pozwalam się wybiegać przed pracą pod siodłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Follow by Email