piątek, 19 sierpnia 2011

W TEREN!

Jak już wspomniałam, stajnia znajduje się w Kuraszewie. Właścicielką jest przemiła osoba, której bez zastrzeżeń powierzyłabym opiekę nad własnym koniem, o ile bym takowego posiadała. Bardzo ufam Magdzie, czułam się z nią bezpiecznie, a z każdej rozmowy wyciągałam jakąś pouczającą wskazówkę. Podziwiam ją za silę i wytrwałość. Wraz z mężem Sławkiem i dziećmi mają dom blisko stajni. Cała rodzina jest bardzo ciepła i otwarta. Czułam się tam jak u siebie w domu.
Do tej pory pamiętam smak wspaniałych posiłków, którymi mnie raczyli, za co jeszcze raz dziękuję. Nie czułam jakiś zahamowań, nie czułam się tam obca, nikt nie dał mi tego odczuć. Ich dzieciaki Micia i Maksio są przemiłe, zaradne i rezolutne. Ich mama jest idealnym przykładem energii spokojnie asertywnej. Chciałbym też  być taka. Ponadto stosuje metody Monty'ego Robertsa przy zajeżdżaniu koni. Cóż więcej można chcieć?

W stajni oprócz Bajki stała gniada Esencja

i jej syn Etorin (zwany Mańkiem),

kara Aranda

i srokaty Maczek.

Konie były zrelaksowane i rozluźnione. Czuć było tam atmosferę wzajemnego szacunku i zaufania. Konie były spokojne, nie strzelały numerów, i o dziwo Bajka przy nich też nie stwarzała żadnych problemów, na przykład z odsadzaniem - kiedyś zrywała wszystkie uwiązy, a w Kuraszewie nigdy jej się to nie zdarzyło.

Ostatnim razem byłam tak pochłonięta opisywaniem jazd, że wszystkich nie przedstawiłam, ale mam nadzieję, że nie zrehabilitowałam się zbyt późno.

I nadszedł nasz pierwszy teren! Wcześniej, co tu kryć, 80% wyjazdów na Bajce kończyło się dla mnie glebą. Ale ten teren, i wszystkie następne, okazał się zupełnie inny. Byłam dumna z Bajki, bardzo grzecznie szła za Arandą - ostoją spokoju, choć niełatwy z niej koń, a Magda musiała włożyć mnóstwo pracy, żeby klacz stała się odważna i zrównoważona. Oczywiście, Bajeczka czasem robiła wielkie oczy na widok jakiejś bramy, albo głazu przy drodze, ale i tak w końcu śmiało szła do przodu. Z każdym kolejnym terenem było coraz lepiej. Pracowałyśmy nad stępem. Nie wiedziałam, że Bajka nie potrafi stępować całą sobą. Mimo że zdawało mi się, iż szła dość szybko, odległość między nami a wyćwiczoną Arą raptownie wzrastała. Jak wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć! W terenie koń musi iść szybciej niż szedłby człowiek. Oj, trzeba się było namęczyć. 

Ale cieszę się, że się napracowałam, że mam jakiś wkład w dalszą edukację Bajki. Przyznaję, że czasem się zapominałam i odpływałam gdzieś myślami, nie pracując nad tempem. Aranda, przyzwyczajona do samotnych terenów z Magdą i tak czekała na Bajkę i szła wolniej niż zwykle, choć mi się wydawało, że szybciej już stępem nie można. Narzucała nam tak potrzebną mi dyscyplinę i przywoływała do porządku swoim stałym tempem.
Nie było, jak kiedyś - dokłusowywania wolniejszych koni. Jak idziemy stępem - to stępem i nie ma zmiłuj. W kłusie nie było problemu. Ale za to w galopie - Bajka była DOSKONAŁA.

Przepięknie się zaokrągliła, wspaniale pracowała. I miałam pełną kontrolę. Jak trzeba było dodać - dodawałam, zawsze jednak mogłam ją zwolnic. Teren był długi i emocjonujący, a ja nie denerwowałam się niepotrzebnie, jechałam rozluźniona fizycznie i psychicznie - podobnie jak moja kobyłka. Po drodze podjeżdżałyśmy do każdego przedmiotu, którego konie się bały, żeby im je pokazać i oswoić z niegroźnymi "straszydłami". Właziłyśmy w bramy, podjeżdżałyśmy do wymalowanych kolorowo przystanków, do głazów, wchodziłyśmy w kałuże, a nawet zjechałyśmy z asfaltowej drogi przez wyłożony kostką podjazd (każda nawet najmniejsza zmiana podłoża kiedyś u bajki wywoływała lęk), aż do drzwi wiejskiego sklepiku. Dla
Bajki to  był wielki wyczyn. Ale dało się! W naszym drugim terenie wiele czasu spędziłyśmy nad taką jedną kałużą. Aranda o wiele szybciej przestała się jej bać, natomiast Bajka zdecydowanie odmówiła i zaparła się. Wykorzystałyśmy znajomość końskiej psychologii - koń zawsze chętniej pójdzie w stronę innego konia niż w przeciwna, więc na początku Aranda czekała na nas to po jednej, to po drugiej stronie.

Małymi kroczkami Bajka mierzyła się ze strachem i z każdą nowo poznaną rzeczą nabierała zaufania do mnie. Później nie było większego problemu z jaśniejszymi plamami asfaltu, tylko lekkie, trwające sekundę zawahanie, po czym Bajka wkraczała śmiało i z godnością w każdą "przeszkodę", jakby sama chciała się przekonać, że nic jej nie grozi. Okrążyłyśmy studnię, wysoką ścianę zbudowaną z wielkich białych bloków z jakąś tam paszą czy kiszonką, słupek przydrożny i tym podobne straszydła. Bajka miała czas, żeby pomyśleć, daną rzecz powąchać, zastanowić się i przekonać, że tak naprawdę nie gryzie. Serce mi rośnie, kiedy wspominam postępy, jakie zrobiła. Jakie razem robiłyśmy. Była gotowa dla mnie przełamać swoje największe lęki. Budowałyśmy zaufanie i jej pewność siebie.

I nie było jak kiedyś - że szybko omijało się rzecz, której konie się bały, byleby mieć to za sobą, bez względu na to czy czołowy koń tylko omijał ją niebezpiecznie dużym łukiem, czy brykał w panicznej ucieczce, pociągając za sobą cały zastęp. Tam pozwalałyśmy koniom samym dojść do tego, sprawić, by same chciały się przekonać o nieszkodliwości obiektów. Kiedyś bałam się terenów, ale ten wyjazd mnie odmienił. Naciąganie się z brykającym, ponoszący i wieszającym się na wędzidle koni to żadna przyjemność dla mnie, dlatego miałam w wyjazdach w teren tak długą przerwę. Teraz nowe możliwości otworzyły mi po raz kolejny oczy na piękno i poczucie wolności jakie daje wyjazd w teren z kimś komu się ufa.

A jaka radość była w galopie!! Bajka była przeszczęśliwa. Świetnie galopuje się po drogach między polami i po prostych żwirówkach. Bajka przy ruszeniu, z zawadiacką swobodą machnęła sobie głową, ale nie broniąc się przed wędzidłem, tylko tak, jak to czasem robią konie na pastwisku, z radości, kiedy zrywają się do galopu. Krew kipiała jej pod skórą, powychodziły wszystkie żyłki. A ja jechałam w duchowym uniesieniu. Coś niesamowitego. Niezapomniane chwile. Nasze skarby, cenniejsze od złota i diamentów.

Dostałam ostatnio bardzo wiele miłych komentarzy. Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim moim wiernym czytelnikom!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Follow by Email