poniedziałek, 8 sierpnia 2011

NASZE JAZDY

 
 
Nasza pierwsza jazda. Uwiązałam Bajkę do siodłania. Kiedy zobaczyła siodło, zaczęła się kręcić niespokojnie, ale w końcu zarzuciłam je jej na grzbiet. Z ogłowiem nie było problemów, jak zwykle, jak dawniej po przyjęciu wędzidła schyliła głowę pozwalając mi pozapinać wszystkie paski, dając z sobą robić, co tylko chciałam, całkowicie oddając się w moje ręce. Z bijącym sercem i coraz bardziej ogarniającym mnie podnieceniem wsiadłam. Stępowałyśmy na rzuconej wodzy. Jak cudownie było znów czuć pod sobą jej kołyszący ruch, tak doskonale znajomy, tak dokładnie przeze mnie pamiętany. Dałam się nieść, ale pilnowałam kierunku jazdy. Na przeciwległej do wejścia krótkiej ścianie Bajka bała się zbliżyć do choinek zasadzonych za ogrodzeniem. Pozwoliłam jej się przyjrzeć, pomyśleć, aż sama zdecydowała, że jednak do nich podejdzie - szybko przełamała swój strach.


 
Doskonale wiedziałam, kiedy naprawdę się boi, a kiedy odsuwa się z przyzwyczajenia. Wpływałam na nią łagodnie, wkrótce udzielił się jej mój spokój. Po kilku kółkach, ( z czego każde było coraz mniej nerwowe, stopniowo mniej wahała się przy choinkach) szła niewzruszona. Moja Bałałajka. Słodka i urocza jak zawsze. Zapamiętała wszystko, WSZYSTKO. Nawet zwrot na przodzie. Niesamowite, jakby nie było tego czasu, który nas dzielił, tej przykrej rozłąki. Byłyśmy tylko my i cały świat należał do nas. Znamy się jak łyse konie, stanowimy drużynę, związek partnerski oparty na zaufaniu i dobrowolności.
Kiedy koń bryknie, jeździec spada, a zwierzę natychmiast odprowadzane jest do stajni, gdzie ma spokój i ciszę oraz jedzenie, szybko uczy się, że za brykanie czeka  je nagroda, więc utrwala sobie tę prawidłowość i stara się powtórzyć nagrodzone zachowanie następnym razem. Biorąc to pod uwagę, stosuję tę właśnie zasadę w swoich jazdach. Kiedy pod koniec jazdy dawałam Bajce wymagające zadanie do wykonania, a ona zrobiła to, o co ją prosiłam, natychmiast zeskakiwałam, puszczałam popręg, zaczepiałam zwisające wodze o strzemię, a na koniec przyjmowałam pasywną postawę i odchodziłam pozostawiając jej WOLNOŚĆ WYBORU. Jeśli chce być ze mną, podąży w moim kierunku, jeśli nie - nie musi. Może podjąć własną, 
samodzielną decyzję, ja jej nie prowadzę, tylko odchodzę. Jednak zawsze szła za mną w dowolnym kierunku, po dużym kole, woltach i ósemkach. Zawsze. Tak kończyłyśmy jazdę nie stępując jej w siodle. Po jakimś czasie takiego chodzenia, rozsiodływałam ją, wkładałam kantar i oprowadzałam jeszcze trochę, żeby mięśnie się rozluźniły, a oddech wyrównał. Na naszych jazdach galopowałyśmy dużo na rzuconej wodzy, ale wtedy Bajeczka nie miała głowy w górze i spiętego grzbietu. Zagarniała dużo ziemi, szyję miała opuszczoną nisko i rozluźnioną, pracowała całym grzbietem. I tak we wszystkich chodach. Potrzebny mi był tylko dosiad, ciężar, nic więcej, nawet z pełnego galopu zatrzymywała się z luzem na wodzy. Mój Anioł. Mój Skarb. 

Coraz ładniej zaczynała się składać i jestem z niej bardzo dumna. Innym razem zdarzało jej się rzucać głową. Kiedyś włożyłam dużo pracy zachowując stabilną i spokojną rękę, aż całkowicie przestała rzucać łbem. Na wyjeździe w Kuraszewie zobaczyłam, że znów jej się to zdarza, ale wciąż przypominałam jej, że może ręce zaufać. Po chwili uspokajała się i szła już ustawiona na wędzidle.

Nasze jady na padoku były krótkie, za pierwszym razem nawet nie galopowałyśmy. Ale jak już nadszedł upragniony galop - rozpływałam się na jej grzbiecie. Najpierw trochę w półsiadzie, potem w pełnym. Czułam się jak ryba w wodzie, były to najcudowniejsze momenty z naszych jazd. Jechałam na kompletnym luzie, jej cudowny ruch sprawiał rozkosz, zlewałam się z nią. Pięknie pracowała ustawiona na wędzidle, kiedy się już rozluźniła, odpuszczała głowę przyjmując ten porządny tak uwielbiany przeze mnie kontakt z ręką. Leciałyśmy, unosiłyśmy się w przestworzach. Moja dusza śpiewała, niebo się rozstąpiło, a ziemia zadrżała w posadach. Byłyśmy wolne. Byłyśmy jednym.

Znam ją. Kiedy na nią patrzę, widzę w niej cząstkę mnie, mojej duszy. To niesamowite, zobaczyć siebie oczami najdroższego przyjaciela.

1 komentarz:

Follow by Email